Podejście nr 3

I oby było ostatnie! ( w tej serii hihi)

Dziś rano stanęłam na wadzę. Przez ostatnie dwa miesiące stałam się bogatsza o 3,5 kg ale magiczna granica „za konia”, czyli -20 kg ciągle zachowana. Uffff

W kalendarzu napisałam DZIEŃ PIERWSZY! i uczciwie stan wagi – nie pisałam go od dłuższego czasu na kalendarzu, bo sama się go bałam zobaczyć. Wstydziłam się też przed mężem. On tak pogina teraz, biega, chodzi, chudnie, w łóżku grabiami trzeba szukać a ja co… ale dziś coś mi puknęło w głowie. Znowu pojawiła się ta iskierka „chce mi się” i motywacja stała się silniejsza od jesiennego smutku.

Tak więc dziś na śniadanko był twarożek, potem bułka ciemna z paprykarzem warzywnym, jabłuszko, na obiadek pierś z kurczaka, ryż i sałatka, na podwieczorek kawa a na kolację o to https://www.youtube.com/watch?v=iTMp8trHlSc&list=UUn1OuhLpYgAuJ7ZCDL56PDw

Już mi się nie chce jeść. Dziś :) Herbatkę sobie zrobię. Teraz zimą mam kłopot z piciem wody.