Zaprzeszłość

Odwiedzam miejsce, które mocno odcisnęło ślad w mojej duszy. Stary park pachnący gęstą ciszą i pałac, jasny jak moje dzieciństwo.

waplewo2

Spaceruję w scenerii jesieni, na którą już dawno powinna spaść zima. Ze mną P., młodsza siostra wujeczna, która tu się wychowała, z którą tu biegałyśmy po skalniaku starając się przebyć go całego po samych kamieniach, nie dotykając ziemi. Bawiłyśmy się w pomniki na wysepce na stawie z cokołem a zimą po tym stawie ślizgało się na łyżwach. Razem przemierzamy cały park ze swoimi najbliższymi mężczyznami. Już bez lalek, kamieni w kieszeniach, babek z piasku i szczeniaków Rywci pod ławką.

waplewo4

Dochodzimy do domu obok pałacu, gdzie mieszkali. Z kurnika nic nie gdacze i nie kwacze ani gęga. Bałam się tych ptaków. Wielki budynek jakby śpi. Puste okna. Olbrzymi balkon (czy tam taras), na którym zawsze chciałam się bawić ale nie było można. Okna salonu, gdzie stał fortepian. Starsza siostra P. grała nam na nim wesołą melodię a my do niej biegaliśmy w kółko do utraty tchu. Pamiętam, jak czesałam długie ciemne włosy starszej kuzynki. Gdy siedziała na czerwonym foteliku, zdawały się sięgać ziemi.

waplewo5

Czuje zapach tego domu, zapach wakacji, zabawy, świąt, zapach wspaniałej i dumnej rodziny. Wielki stos blinów na stole w olbrzymiej kuchni i gorąca pomaczucha. Dziwne ale nie czuję wcale smutku. To tylko budynek, trochę cegieł i zaprawy. Przecież nie ma takiego czasu, który by go nie skruszył. To, co zachowały nasza pamięć i serca nie da się zburzyć, zawalić, sprzedać, zostawić. W wyobraźni mogę wrócić do tamtego domu kiedy chcę i przypomnieć sobie to uczucie, którego nie da się wymurować – cudną beztroskę dzieciństwa.