Jem byle co, byle co robię, byle gdzie śpię i w zasadzie czuje się, jakby mnie ktoś powiesił, może raczej odwiesił. Słowa parzą mnie w palce. Trudno pisać, bo wtedy trzeba się zmusić do myślenia. Spowiedź boli, bo i sumienie nie za czyste. Maż stara się, jak może żeby mi pomagać wrócić do dietowego trybu ale te jego chęci w moich oczach zamieniają go w strażnika w karcerze. Lodówkę otwieram tak cicho, żeby nawet koty nie słyszały, żebym sama nie słyszała. I jestem ciągle głodna. Głodna i zmęczona, że moje życie zaczęło kręcić się teraz tylko wokół diety, zdawać by się mogło. Wkręciło mi się, że jak tylko coś jem przy innych to oni zaraz patrzą „A co ona tam je? A to jej wolno?”. Taka cała na cenzurowanym jakbym była. Szukam punktu odbicia, zaczepienia ale szukam i jednocześnie uciekam. Mdli mnie ta bezsilność wobec siebie samej. Nie ma teraz tyle koni, nie ma lepszej radości nad żarcie. Ratunku…

2 Comments