Chciałoby się napisać „przed i po” ale przecież już ustaliłam, nie ma „po”. Jest już tak na zawsze. Dlatego będzie w „trakcie”.
Cieszę się tym i nacieszyć się nie mogę ale to też troszkę uderza do głowy. Chciałoby się jednak postawić to „po” i znowu wciągać łakocie, jak Cejlon owies. Jednak tak się nie da, bo jak się już raz było w stadzie hipopotamów, to się już tego nie da wyprzeć. Tym bardziej, że jeszcze stado łań na mnie nie patrzy zapraszająco. Tłuszczyk w moim ciele nie wyparował tylko przyczaił się w niesprzyjających okolicznościach i czeka na lepsze czasy. No właśnie ja już radośnie mu te lepsze czasy zrobiłam w ostatnim tygodniu i ciap! Wyskoczył i podbił wagę o 1,5 kilo. No co za uparciuch jeden! Już byłam gotowa sobie powiedzieć, że no dosyć tego, trza wrócić na dobre tory ale to nie czas na postanowienia. To trzeba zwyczajnie zrobić, bo same postanowienia nie odchudzają :)


3 Comments