Upór

Żebym to ja wiedziała skąd się bierze upór i ta zawziętość w odchudzaniu, która pozwala powiedzieć NIE lodówce, to bym to sobie gdzieś zapisała na złoto i czytała, gdy ten upór się ulotni.

Jak się pojawia radocha z diety i wiara w to, że się znowu uda? No jak? Jakbym wiedziała, to bym zaraz obleciała moje kochane przyjaciółki i im to powiedziała. Ale nie wiem. U mnie to chyba przychodzi wiosną. Od ponad tygodnia mam dokładnie to samo, co rok temu 16 maja. Mam silną słabą wolę, bardzo silną. Mózg to bardzo skomplikowana zabawka ale akurat te kwestie to ma słabo rozwiązane. No czemu się organizmowi chce tego, co mu potrzebne nie jest a tym bardziej zdrowe dla niego? No czemu? Mam pewne nieśmiałe podejrzenia, że pewnie moje wewnętrzne dziecięce ja bardzo chce dalej brnąć w marzenia jeździeckie. To to dziecko chce mieć większe możliwości. No ale przecież wiem to od dawna i caaaaaałą zimę próbowałam zacząć od nowa odchudzanie i nic. Im bardziej próbowałam, tym bardziej nie wychodziło. Domyślam się jednak jednego. Osoba bliska i bardzo przyjazna powiedziała mi wprost i prosto „musisz schudnąć, jak chce wsiadać”. Sama to bardzo dobrze wiedziałam ale mój głos cudów nie uczynił. Ale ten głos… nie było to ani przykre, ani obraźliwe, nie zabolało mnie ani nawet nie zawstydziło. Poczułam, że komuś zależy na mojej jeździe tak, jak mi. Czy to było to?

A waga spada… :)