O żurku z pudełka

Będzie to opowieść o żurku z pudełka.

Dawno, dawno temu, za siedmioma ulicami i siedmioma skrzyżowaniami, w czasach gdy jeszcze chadzałam do sklepu, zobaczyłam go na półce i od razu do mnie przemówił. Taki ładny żurek w niebieskim pudełku. Przez foliowe okienko uśmiechały się suszone warzywa i zioła. Pomyślałam, fajnie :) taki żurek bardziejszy niż taki z torebki. Któregoś dnia sobie zrobię. Przecież uwielbiam żurek. Jak byłam mała zjadłam trzy litry aż mama o tym opowiadała. Kupiłam ten żurek i sobie mieszkał w szafce z kaszami, ryżem, makaronem, bakaliami, orzechami, mąkami, kisielami, budyniami i Artur wiem z czym jeszcze.

No i nadeszły święta, a ja mam żurek, jak znalazł. Artur upolował białą kiełbaskę z 25% cielęciny (przynajmniej tak napisali na opakowaniu). No nic prostszego, jak ugotować taki żurek. Otwiera się pudełko, wyjmuje dwie torebki. Potem wyciąga się pudełko z kosza, bo przecież na nim jest instrukcja. No i robi się z instrukcji. Jeszcze tylko kicnę na jednej nodze na drugą część kuchni za zlewem po dzbanuszek z miarką, bo trzeba 800 ml wody odmierzyć a potem jeszcze 200. No i dobra. W 800 ml zimnej wody mam wymieszać warzywa, doprowadzić do wrzenia i gotować na małym ogniu. Czytam dalej, że paczkę z przyprawami mam potem wymieszać w 200 ml zimnej wody i wlać do zupki i pogotować jeszcze 5 minutek.

Mój mózg nie odnotował słowa warzywa, za to odnotował słowa przyprawy i torebkę z warzywami wziął za przyprawy (bo tam zioła też były) a to z biało-szarym proszkiem wziął za no to pierwsze. Nawet przez jedną sekundę dziwiłam się, dlaczego ten proszek w wodzie ma się gotować aż 20 minut a suszone warzywa tylko 5. No ale przecież nie będę dyskutowała z instrukcją.

Zrobiłam, jak zrozumiałam i w sumie to nawet wyszło wszystko tylko żurek nie osiągnął zaplanowanej przez producenta konsystencji. Jak wrzuciłam warzywa to dopiero do mnie dotarło, że przecież te 200 ml zimnej z rozpuszczonym czymś do gotującej się reszty to miał być efekt budyniu! Uśmiałam się do pudełka i zauważyłam wyraz „warzywa”.

Summa summarum żurek udał się całkiem pysznie ale myślę, czy nie zasugerować producentowi bardziej łopatologicznego instruktarzu. Gdyby na przykład torebki, bo są aż dwie, były oznaczone numerkami, to by może było mniej wątpliwości, co to warzywa, a co to przyprawa. Mój rocznik to jeszcze generalnie nie powinien mieć problemów z rozpoznawaniem warzywa ale już młodsi? No ja nie wiem. Generalnie dania babci zosi uwielbiam i bardzo je polecam. Ostatnio szczególnie mi zasmakowała kasza jaglana z migdałami, żurawiną i siemieniem lnianym.