Pewnego marcowego dnia 2020 roku rzuciłam sobie sama wyzwanie. A może by tak pisać codziennie wiersz na dany dzień tygodnia? Wyszedł taki septet :)
Poniedziałek rozpoczyna
odliczanie do weekendu
wkłada ci granat pod mostek
czekasz co i kiedy wybuchnie
Stawia przed tobą
same interesujące wyzwania,
których pokonywanie
ma przynieść spełnienie
cele srele
duma sruma
Grunt to nastawienie, mówią
A co, gdy nie ma gruntu?
Jest mała smutna dziewczynka,
która nie umie aż tak kłamać.
Wtorek jest jakby go nie było
takie mgnienie oka
między poniedziałkiem a środą
tu się nie zaczyna i nie kończy
jeszcze się rozkręcam
to trudne mogę zrobić jutro
jeszcze zdążę
jeszcze mam czas
Mam?
Chciałabym posiąść nieskończoność
uplotłabym z niej łańcuch
do upalowania życia
Środa jest jak podpałka
cała się zapalam do świata
rozkręcona
choć z przekręconym licznikiem
zbawiam niezbawialnych
przenoszę góry do góry
mam tysiąc pomysłów
i minus tysiąc minut
na ich realizację
w oku cyklonu
jaram się życiem
spalam się
z popiołu na zapisaną kartkę
Czwartek ćwiartek
przednówek weekendu
niecierpliwa ciarka w głowie
jeszcze to zrobię, i to
już widać metę
to chyba nie fatamorgana
może podbiegnę
niech droga minie szybko
albo przynajmniej ciekawie
albo spotkajmy się już
najlepiej ze słowem przy kawie
Piąteczkowy wieczór jest kocem
Ciepłym nosem
Płomyczkiem przedsnu
Winnym bezpośpiechem
Wiecznym do jutra
Które też nie musi
Piątuniowa ciemność nie straszy
Przytula ulgą
Niesie się wytchnieniem
Piątusiowe marzenie
Sobota jest złota
Jeszcze wszystko przed nami
Mamy tysiące planów
Wyhodowanych przedwczoraj
I pociąg do świata
Dom się odkleja
Powietrza, powietrza
Jak dobrze
I jeszcze cała niedziela
Niedziela napierdziela!
Jeszcze śniadanie ma smak soboty
Południowy dzwon
płoszy zegar
czas się zrywa do galopu
łykam eliksir z lodem
na poniedziałkową gorączkę
znikaj to do list
jeszcze nie dziś
jeszcze oddycham
jeszcze jeden odcinek
jeszcze nie zasnę
jakbym mogła
rozciągnąć weekend
o niemożliwe godziny

