Nie wiem, jak Was, ale mnie najbardziej motywują sukcesy. Nawet te maleńkie, najmniejsze. Podkreślam je, dostrzegam, nawet wtedy, gdy są sukcesem tylko dla mnie. Dziś miłe rodzinne spotkanie na urodzinach. Nie tknęłam nic słodkiego. Gospodyni na szczęście wyrozumiała i chyba nie zrobiło jej się przykro. przygotowała wszystko bardzo starannie a ja nie mogłam. Uwierzcie mi, warto spróbować, wytrzymać to NIE, by radość i duma z siebie, jaka po tym następuje nakręca niesamowicie :)
W nagrodę przygotowałam sobie coś słodkiego na kolację. Batat i marchewka gotowane na parze podane w sosie „prowansalskim” na bazie oleju z czosnkiem. W towarzystwie, jak to się teraz mówi, świeżego szpinaku i prażonego słonecznika :)
Przygotowanie i na szybko wymyślanie dań sprawia mi wielką przyjemność i częściowo zastępuje mi frajdę jedzenia w ogóle. Pozwala bardziej się tym jedzeniem cieszyć i zjeść dokładnie to co mogę i na co mam ochotę najbardziej. Gotowanie mamy, czy męża jest cudnie pyszne ale z powodu właśnie tej potrzeby „ja sama” zwykle po jedzeniu chce mi się dojeść po swojemu. Także muszę też się jedzeniem pobawić.


1 Comment