To ja niedźwiedzica. Obudziłam się z zimowego snu. Obiecałam sobie, że wejdę na ten blog dopiero, jak poczuję, że naprawdę znowu chcę się odchudzać. Mój blog mnie pyta: jak się masz? A co go to k.. obchodzi? Od kiedy blogi umieją czytać?
No to chyba znowu chcę się odchudzać, czy może raczej chcę być na diecie. Zimą nie umiem tego zrobić. Jakoś mała ilość przyjemnych chwil sprawia, że szukam ich po jedzeniu. Ta błoga radość i uczucie szczęścia po czekoladce. A potem ono się już nie pojawia po jednej kostce. Trzeba zjeść jeszcze jedną, znowu nic, i jeszcze jedną i coś słonego, i dalej przyjemność się nie pojawia. Pojawia się tylko coraz większy wstręt do siebie samej i pomysł zupełnie irracjonalny, żeby ten wstręt zajeść. Nawet ja mogę mieć kiedyś dość. No i mam. Szczęście, że nie straciłam wszystkiego, co wypracowałam. Jak widać po liczniku magiczna dwójeczka z przodu zniknęła. Ale ja ją jeszcze przywrócę :) Jeszcze się będzie te łabądek bujał na moim blogu.
Co by tu jeszcze… najtrudniej jest wytrzymać wieczorem więc pochwalę się dwoma wyczynami:
1. W sobotę po powrocie ze stajnie zjadłam na kolację zaparzone płatki owsiane z otrębami i surówkami: mizeria „ala cacyk” i tarta marchewka z jabłkiem.
2. U rodziców na działce na zjadłam nic z grilla aaaaaaaa! A były najprawdziwsze steki!! No trudno.
Te dwa sukcesiki nakręciły mnie znowu i pojawiło się samozaparcie. Oby jak najdłużej!

1 Comment