Mam normalnie męża w zaniku. Waży już nędzne 77 kg! Nie za takiego przecinka wychodziłam! No i cała moja motywacja poszła sobie spać pod mostem.
Zawsze było mnie więcej niż jego, ale jak już zaczęłam chudnąć to byłam szczęśliwa, że różnica tak maleje i może nawet uda mi się kilka gramów ważyć mniej niż on. A tu co? On mi pochudł biedaczysko od tego biegania i robienia zdjęć jedzeniu zamiast jedzenia i ja nijak nie czuje, że schudłam, bo ciągle jest mnie tyle samo więcej niż jego! Jak zasypiam to normalnie jak pedofilka się czuję, bo przytulam się do gimnazjalisty. Swoją drogą skąd to ja niby mam wiedzieć, jak się przytula do gimnazjalisty, jak ja nawet w gimnazjum nie byłam? Dziwne te porównania mi do głowy przychodzą, doprawdy… No ale wracając, odbiera mi to motywację, bo mój zmieniający się odnośnik nie daje mi poczucia zmiany! Że co? Że niby słaby odnośnik sobie wzięłam? No wzięłam ten sercu najbliższy, zawsze pod ręką. Troszkę się tak przed sobą usprawiedliwiam i wymówek szukam zwalając wszystko na dzielnie chudnącego Pana Małżonka Słońce moje i Gwiazdy, a prawda jest taka, że nie umiem odchudzać się zimą! Jeszcze nie udało mi się spędzić popołudnia w domu, żeby nie jeść w kółko. Rozwiązanie przychodzi samo na klawiaturę – to wyjdź z domu kobieto! Ale ja muszę w domu być żeby mi mąż nie wyrzucał, że mnie ciągle nie ma! No to wyjdź blisko na chwilkę, na spacer, idź z nim pobiegać, powiecie. Niby racja ale ja jestem z rodziny takiej, z jakiej jestem i mi się chce tylko, jak coś bardzo lubię, tylko pasja mnie motywuje. Dlatego latem, jak spędzam czas w stajni, to zapominam o jedzeniu i chudnę. Nie ma nic za darmo. Ciągle żongluje priorytetami (bo tata mówił, że ważne są priorytety w życiu) i potrzebami. Jak tu zadowolić wszystko i nie być ciągle za domem, nie jeść tyle, zajmować się swoją pasją i dbać o męża. Dom, mąż, pasja, lodówka i każdy chce mnie dużo dla siebie. A ja się miotam. I ciągle mam poczucie winy, że gdzieś było mnie za mało – albo za dużo w przypadku lodówki. Tak. Poczucie winy to zdecydowanie uczucie, które towarzyszy mi od dłuższego czasu. I najbardziej jak jem albo jak jestem na koniach. Czyli jak uprawiam dwie moje radości. I co teraz? Słabo jest nie wiedzieć, czego się pragnie ale chyba jeszcze gorzej, gdy się pragnie ale jakoś środowisko nie sprzyja. Ale ja się nie dam tak łatwo. Przecież to oczywiste. Ha!

1 Comment