Co i jak jem

Nie zdecydowałam się na żadną „specjalną” dietę ponieważ postanowiłam już raz na zawsze odżywiać się zdrowo, świadomie i przyjemnie. Nie wyznaczyłam jasnego celu i nie dałam sobie limitu czasowego. Na zawsze to na zawsze. Zaczęłam czytać w necie różne materiały o generalnych zasadach zbilansowanej diety, czytałam zmagania innych kobiet na forach (głównie koniarskich).

Nie jestem i nie będę dietetykiem. Ta wiedza jest potężna ale każdego dnia uczę się czegoś nowego – jaki olej wybrać i do czego użyć, czy jeść to, czy tamto, kiedy i z czym? Słucham też swojego organizmu ale nie zawsze, bo jak mi mówi „czekolady i kopytek!!!” to go knebluje ciekawszym zajęciem, np. konie, spotkanie ze znajomymi, rodziną. Każdego tygodnia odkrywam jakieś „prawdy objawione” i inne oczywistości.

Generalne zasady, które sobie wyznaczyłam.

  1. Dieta ma sprawiać radość. Trzeba szukać tego, z czego można się cieszyć. Każdy dzień na 5, czyli przejedzony zgodnie z zasadami, jest powodem do dumy i nadania sobie orderu dzielnej i mądrej kobiety. To ta radość daje mi siłę i wolę o walczenie o siebie.
  2. Dietę trzeba zacząć wczoraj. Nie znam żadnego sensownego powodu, by najbliższy posiłek nie był zdrowy.
  3. Zdrowa dieta to nie więzienie ani nie ograniczenie. Nastawiam myślenie na stan uwolnienia od złych i trujących produktów. Niesamowite, że nawet kopyta ze skwarkami można sobie obrzydzić (choć tortu i lodów się nie udało).
  4. Nie znęcaj się nad sobą. Jeśli się na chwile poddałam, zjadłam coś nie tak to nie powód, by się biczować i myśleć o sobie źle. Trzeba znaleźć siłę i powiedzieć, jutro będzie już ok. Przecież stać mnie na to.
  5. Nie ma ani jednego sensownego powodu by wytłumaczyć się samej przed sobą, dlaczego jem źle. Koniec z wymówkami! Bo nie mam czasu? Bo nie umiem? Bo na działce się nie da? Bo ja nie mam silnej woli? A kto ją ma? Jak się czegoś prawdziwie chce, to nie ma wymówek.
  6. W życiu jest dwa miliony fajniejszych i sprawiających więcej lub tyle samo radości rzeczy, co jedzenie – szukaj ich i skup się na nich (to dla zajadaczy stresu takich, jak ja).
  7. 4-5 posiłków dziennie (w zależności jak długi jest dzień) maks co 4 godziny przy czym wszystko, co danego dnia wchłonę (poza wodą) jest zaplanowane w posiłku więc…
  8. Nie ma żadnego podjadania między posiłkami i tego staram się bardzo, bardzo przestrzegać.
  9. Na oko staram się mieścić w 1400 kilokalorii dziennie (moje zapotrzebowanie minus 1000).
  10. Unikam produktów o wysokim indeksie glikemicznym.
  11. Owoce tylko w pierwszej części dnia i to najczęściej wypada mi 3 śniadanie.
  12. Wyrzucam z diety to, co nie jest niezbędne. Kanapka nie musi być z masłem, soli nie musi być dużo, zioła są lepsze od przypraw w postaci sosów.
  13. Wybieram produkty jak najmniej przetworzone, czytam składy, sama gotuje też w sumie mało przetwarzając, warzywa najczęściej surowe.
  14. Nie używam, nie uznaje żadnych wspomagaczy diety. Nie chcę się oszukiwać, że odchudzi mnie coś innego niż ja sama.
  15. Pierwsze śniadanie w miarę stałe – twaróg półtłusty, OTRĘBY, łyżka dżemu 100% i jogurt naturalny normalny – bo nie umiem wcześnie wstawać, muszę zrobić szybko. W weekendy bywa jajecznica z 2 jajek z pomidorem świeżym.
  16. Drugie śniadanie to „pora pieczywa” więc kanapka razowa/orkiszowa/ziarnista z chudym mięsem i warzywem.
  17. Obiady to trochę mięsa, trochę kaszy (różne) i do oporu warzywa.
  18. Łakociowa niedziela. To jeden dzień w tygodniu, gdzie przy drugim śniadaniu pozwalam sobie na dowolnego łakocia ale też zauważyłam, że im dłużej na diecie to ten łakoć jest „grzeczniejszy”. Dzięki temu łatwiej mi sobie odmówić w tygodniu, jak np. pojawią się w pracy słodkości: poczekaj do niedzieli, mówię sobie, wtedy sobie jeszcze smaczniejsze zjesz.
  19. Ruch. Poza końmi (3-4 razy w tygodniu) ciężko mi się zmobilizować na więcej ale staram się – orbitek, pływanie, szczególnie, jak mam końską przerwę jakąś nieplanowaną.
  20. Jeśli mam wielką, taka nieodpartą ochotę na coś, to musze to jakoś logicznie zaplanować w posiłku, np. do rodziców „przyjechały” moje kochane precle z Krakowa. To zjem pół na drugie śniadanie w porze „pieczywa”.

Dodaj komentarz